Witam Was wiosennie! Choć dzisiaj nie jest pierwszy dzień kalendarzowej wiosny, widok kartki z kalendarza z nazwą MARZEC wprawia mnie w...

Odbuduj poczucie własnej wartości na wiosnę


Witam Was wiosennie! Choć dzisiaj nie jest pierwszy dzień kalendarzowej wiosny, widok kartki z kalendarza z nazwą MARZEC wprawia mnie w lekki wiosenny nastrój :) Chcę, wręcz pożądam dużej ilości kolorowych kwiatów w domu. Hiacynty, tulipany - wszystkie Was kocham :) W ogródku widać pierwsze oznaki ocieplenia, bo przebiśniegi już się bielą, chwiejąc się na chudych łodyżkach. Tylko patrzeć, aż zakwitną krokusy :)

  Czy Wam również, styczeń i luty minęły tak szybko? Przeleciały jak wicher. I tak jak z jednej strony mnie to cieszy, to z drugiej napawa niepokojem, bo wiele nie zrobiłam przez te dwa miesiące. Wyrzucam sobie, że za mało piszę, więcej myślę, lecz zdecydowanie mniej tych myśli przelewam na papier. No cóż, nikt nie mówił, że będzie łatwo. Styczeń i luty uśpiły moje bodźce, a ich brak doskwiera mi podczas pisania. Nic nie wprawia mnie w reakcję, tak jakby ziemia była płaska, wszechświat miał swój koniec, a czas stanął w miejscu. Zawężenie pola widzenia. Marazm. Dużo czytam, ale też za dużo porównuję się z innymi pisarzami, innymi książkami. Skończyłam ostatnio "Króla" Szczepana Twardocha i po ostatniej kartce zwiesiłam głowę ze smutkiem. Nie dlatego, że książka była kiepska, bynajmniej, dlatego że była ostra jak brzytwa i tym samym wspaniała, przy czym nasunęło mi się pytanie: Czy ja tak kiedyś będę pisać? No i dół murowany. Wiadomo, że tak jak Pan Szczepan pisać nie będę, bo i po co. Każdy ma swój styl i swoje ja, chodzi o to, żeby czerpać wiedzę z czytania, stylu, prowadzenia fabuły, a nie aby coś odwzorowywać, porównywać się - bo to nie ma sensu. A jednak, zdeprymowało mnie to na tyle, że zgubiłam swój "język", połknął mi go ON - kaszalot ;) Liczę na to, iż wiosna odczaruje moje spojrzenie na świat. Już ostatnie dwa dni, gdy słońce jaskrawo świeciło i czułam na policzkach ciepły powiew wiatru wydały się błogością po zatęchłych miesiącach zimy. W pierwsze ciepłe dni chodzę na pełnym wdechu, z twarzą ku słońcu. Chłonę ciepło otoczenia i kumuluję je w każdej komórce swojego ciała. Będzie na potem, na deszczowe dni - jak znalazł.

  Chciałam Wam przynieść dzisiaj odrobinę koloru, podbudować pewność siebie i tym samym wzmocnić poczucie własnej wartości. Po szarej zimie potrzebujemy kontrastów wokół siebie, motywacji do działania, utwierdzenia w dążeniu do celów i... częstszego uśmiechu na twarzy :) Jakie mam sposoby gdy dopadają mnie wątpliwości odnośnie tego co robię, do czego dążę... czy to wszystko ma sens, czy nie lepiej rzucić to w cholerę i zapomnieć, że w ogóle istniało ? Co robię gdy moje poczucie własnej wartości zastaje zachwiane?

6 sposobów na odbudowanie poczucia własnej wartości

I. Nie oceniaj
Wiem jakie to trudne ale staraj się nie być sędzią. Nie oceniaj wszystkiego i wszystkich. Nie krytykuj na siłę. Nie nastawiaj się od razu negatywnie do osób i sytuacji lecz szukaj pozytywów. Wyciągaj plusy z sytuacji odbijających się pejoratywnie na Tobie.

II. Nie porównuj
Nie porównuj siebie z innymi osobami. Bądź sobą i nie mierz innych swoją miarą. Porównuj za to swoje osiągnięcia, swoje kroki do przodu, czy się rozwijasz, a nie cofasz do tyłu. Ostatnio z tą zasadą jestem mocno na bakier...

III. Zdobywaj wiedzę
Posprzątaj Twoje biurko, sprawi to, że lepiej będzie Ci się skupić, a Twoja praca będzie efektywniejsza w uporządkowanym otoczeniu ( będzie też w końcu czysto ;) ). Gdy ogarniesz bałagan na biurku zabierz się za to co lubisz robić najbardziej, ale powinno być to coś produktywnego, kreatywnego. Coś co da Ci "kopa" do działania i naświetli drogę na przyszłość. Zrób sobie burzę mózgów ;)

IV. Spotykaj się z ludźmi
... ale tylko z tymi, którzy Cię motywują do działania, potrafią wysłuchać, a nawet doradzić. Gdy ktoś nie potrafi dostrzec pozytywów, na pewno Ci o nich nie powie, a tylko zniechęci. Eliminuj złą energię. Dobrze jest mieć kogoś komu można się najzwyczajniej pożalić bez zastanawiania się czy ta osoba nie wygada się innym, dotrzyma tajemnicy i będzie szczera w ocenie sytuacji.

V. Świętuj małe zwycięstwa, zapomnij o błędach
Celebruj wszystko co wydaje się niczym szczególnym, celebruj to, że nie zjadłaś dziś nic niezdrowego, skończyłaś dawno zaczętą książkę, poszłaś pobiegać. To zawsze mały progres ale składa się na większą całość, więc ciesz się z niego! A o błędach zapomnij...myśl o tym co jest teraz, a z błędów wyciągaj pozytywne wnioski na przyszłość.

VI. Uśmiechnij się
Uśmiechaj się, nawet do siebie, w lustrze, w tramwaju, w aucie. Pokochaj siebie taką jaka jesteś. Bo jesteś wyjątkowa i niepowtarzalna.



Odpowiedz sobie na pytania:
Co jest dla mnie najważniejsze ?
( rodzina, pasja)
Co sprawia mi radość ?
(bieganie, czytanie, pisanie gdy mknie do przodu, filiżanka dobrej kawy/herbaty, domowe ciasto, uśmiech córki )
Jakie są moje mocne strony ?
(przebojowość, uśmiech, upór w dążeniu do celu, własne zdanie) 
Czym się martwię? 
(upływem czasu, biegnie zdecydowanie za szybko)
Za co lubię siebie?
(za otwartość i dostrzeganie najpierw pozytywów)
Podsumuj, zastanów się nad sobą i zacznij dzień od nowa.


Następnego dnia życzę Ci abyś obudziła się odprężona ze słońcem za oknem, wypiła dobrą kawę i wyszła przez próg z uśmiechem na twarzy oraz bijącą aureolą pewności siebie :)

www.pinterest.com


Głowa do góry! 
Idzie wiosna☺



Monica

Zdjęcia: moja własność (poza podpisanym)
Watercolor flower: http://www.foxandhazel.com/

Styczniowe i lutowe weekendy to jedne z najgorszych w całym roku. Gdy aura za oknem nie zachęca do wędrówek ani spacerów, najprzyjemnie...

Pomysły na weekend I


Styczniowe i lutowe weekendy to jedne z najgorszych w całym roku. Gdy aura za oknem nie zachęca do wędrówek ani spacerów, najprzyjemniej jest wyciągnąć się pod kocem z kubkiem kawy w ręku i poczytać coś ciekawego. Ewentualnie można wybrać się do kina, (muzea najbardziej lubimy z mężem odwiedzać jesienią), na zakupy albo jeszcze lepiej - pobuszować w internecie. Mróz za oknem a ja marzę o tym, aby położyć się pod kocem i coś poczytać. Czasami brak mi pomysłów gdzie zaglądnąć, chcę odkryć jakąś nową, ciekawą stronę, z pomocą wtedy przychodzą mi różne linki zamieszczane na Waszych blogach. Teraz ja mam dla Was garść linków :) Zachęcam do czytania.

Zapraszam na garść ciekawostek do poczytania lub zrobienia w zimowe weekendy.

I. Gorąca czekolada
Gdy śnieg za oknem aż prosi się o zrobienie kubka gorącej czekolady. Ta kupna nie jest tak dobra jak zrobiona własnoręcznie, choć na "domową" potrzeba troszkę więcej czasu niż 1 minuta. Tutaj znalazłam świetny przepis na pyszną gorącą czekoladę, którą polecam : http://www.kwestiasmaku.com/dania_dla_dwojga/walentynki/czekolada_na_goraco/przepis.html

II. Postanowienia noworoczne
Zapewne każdy z Was je ma, najwyższa pora aby coś zrobić w tym kierunku, bo dzień za dniem płynie jak rzeka. Polecam zająć się wypełnianiem któregoś z nich. Ja najwięcej czasu poświęcam swojej książce i wszystkiemu co z nią związane.

III. Bądź Panią swojego czasu
Bardzo ciekawy artykuł o tym jak wyrobić sobie nawyki zorganizowanej kobiety, moim zdaniem bardzo trafny.

IV. Chodź, pomaluj mój świat
Chcecie poczuć się jak dziecko ? Lubicie korować ? U Magdy znajdziecie piękne kolorowanki dla dorosłych do wydrukowania.

V. Planujecie w 2017 podróż poza Unię Europejską ?
Anna opisuje wszystkie zawiłości paszportowe jakie na Was czekają :)

VI. Olej kokosowy i co dalej?
Nawet nie przypuszczałam, że można go używać na tyle sposobów! Poza użyciem w kuchni, odżywiam nim włosy i usta, czasami też skórę po depilacji. Jest świetny, a u Agi poznacie 10 sposobów na jego użycie.

A Wy co robicie w długie, zimowe, szare weekendy? Życzę Wam głowy pełnej pomysłów :)

Monica
Zdjęcie w nagłówku: moja własność
Watercolor flower: http://www.foxandhazel.com/


Z początkiem Nowego Roku każdy z nas, przelotnie bądź docelowo, zastanawia się jak sprostać temu co przed nami, temu co przyniesie los....

Noworoczne postanowienia, czy mają sens?


Z początkiem Nowego Roku każdy z nas, przelotnie bądź docelowo, zastanawia się jak sprostać temu co przed nami, temu co przyniesie los. Większość osób podejmuje próbę spisania czy wytyczenia sobie celów na ten nowy, nadchodzący rok. Czy jak spiszemy wszystkie ważne rzeczy to sprawi to, że będziemy do nich dążyć? Tak. To jasne, bo bez celu tego nie robimy. Kwestia sporna to istota tych postanowień. Z ręką na sercu przyznam, że ile razy spisywałam na kartce ( najczęściej w kalendarzyku) noworoczne postanowienia prawie nigdy ich nie zdołałam spełnić. Nie dlatego, że nie dążyłam do ziszczenia swoich planów. Najzwyczajniej plany się zmieniają, życie pędzi na przód i przewartościowuje nasze priorytety. Nic nie jest stałe. Nic dzisiaj nie jest constans. To co dziś będzie aktualne za trzy miesiące wyda nam się wyssane z palca, science-fiction. Czy ustanawianie dalekosiężnych celów ( bo rok to dość długi okres czasu, nieprawdaż?) ma głębszy sens? Czy los ich nie przewartościowuje ? Czy za kilka miesięcy nadal będą aktualne ?  Nie mam już 20 lat i nie żyję z dnia na dzień, ale nie planuję też każdego cala mojego życia. Nie poddaje się bezwiednie nurtowi tego co nieznane. Wtedy nie mam władzy nad swoim losem, ale też nie ustanawiam żadnych większych wytycznych, poza dwoma, trzema konkretnymi. I dlatego stwierdzam, że

nie wierzę w noworoczne postanowienia.

Tak! Nie wierzę. To, że coś sobie postanowię nie musi niczego oznaczać. Cel należy nosić w sobie. Pamiętać o nim i trzymać się go, a nie odbijać jak piłka od ściany i szukać tłumaczeń. Nie daję sobie wytycznych, bo stałyby się dla mnie nieznośnym ciężarem dnia codziennego. Nie byłyby one moim motywatorem. Bo co jest najważniejsze aby dotrzymywać postanowień o które tak zabiegamy z początkiem roku? Siła. Mocna wola. Organizacja. Poświęcenie. Zagryzanie zębów. Pytam, po co mi to? Po co mam się męczyć? Nic na siłę. Dajmy sobie trochę luzu. Pozwólmy sobie, aby coś spieprzyć, napluć w brodę, wykląć, a ostatecznie wyciągnąć wnioski. Nie spinajmy się. Nie stresujmy się, że musimy.  Zastanówcie się nad tym, czego tak naprawdę chcecie? Do czego dążycie? Co jest Waszym priorytetem ? Bez czego sobie nie wyobrażacie tego roku? Znacie odpowiedzi ? To świetnie. Brawa dla Was.
Ja chcę wykonać trzy rzeczy: znaleźć pracę, którą polubię, napisać książkę i mieć więcej kontaktu z językami obcymi.
Mogłabym pisać o masie innych spraw, o tym, że chcę biegać systematycznie (i wiem, że to mi się uda, bo udało mi i w minionym roku), doceniać życie i ulotne momenty ( cenię je coraz bardziej z biegiem lat).

Nie bawcie się w pierdoły, szkoda życie na obiecanki, jest takie krótkie. Istotne jest to co tu i teraz. Ci ludzie, którzy teraz Was otaczają, którzy mają faktyczny wpływ na wasze życie, oni są ważni. Obserwujcie. Szukajcie w nich siły. Uczcie się na błędach. Wyciągnijcie wnioski z poprzednich lat. Nanieście poprawkę i zasuwajcie do przodu. Nie narzucajcie na plecy dodatkowego ciężaru, życie i tak jest wystarczająco ciężkie. Możecie mi zarzucić, że nie skłaniam się ku zdobywaniu wiedzy i samorozwojowi...ależ nie! Ja chcę siebie i Was, drodzy czytelnicy, uchronić przez zawaleniem sobie głowy natłokiem zajęć, które albo porzucicie w połowie (jak się Wam znudzą, lub będą za trudne do zrealizowania).

Jak Wasze noworoczne postanowienia? Pewnie macie ich kilka, prawda ? Zapytajcie siebie szczerze, w duchu, ile dacie radę tak naprawdę z nich spełnić ? Czy dadzą Wam one radość czy tylko poczucie spełnionego obowiązku ? 

Szczęśliwego Nowego Roku życzę Wszystkim zaglądającym ! 


Monica

Zdjęcie w nagłówku: moje własne
Zdjęcie pod postem : https://www.pinterest.com/
Watercolor flower: http://www.foxandhazel.com/



Za oknem szaro buro, w sam raz na kuchenne rewolucje w domowym zaciszu - tak sobie pomyślałam luźno, sympatycznie. Mój wybór padł na ci...

Jak walczyć z zimową chandrą lub złym dniem?


Za oknem szaro buro, w sam raz na kuchenne rewolucje w domowym zaciszu - tak sobie pomyślałam luźno, sympatycznie. Mój wybór padł na ciasteczka wiedeńskie. Będą pyszne, z czekoladą mmm. Nie udały mi się, cholery! Zamiast pięknych, zwartych kruchych piękności, wyszły rozlane platfusy. Mało tego, nie dość, że mi się nie udały, to na dodatek pierwszą porcję spaliłam (wcale nie specjalnie). Tak mnie to wkurzyło, bo w końcu nie piekę od dziś, że walnęłam z impetem blachą na ciastka i wszystkie poszły do kosza, przy czym, połowa opacznie wysypała mi się na ziemię i zaśmieciła tysiącem okruszków świeżo umytą podłogę. Zacisnęłam oczy i klęłam szeptem pod nosem, aby dziecko nie słyszało. Żeby było mało, oparzyłam sobie palec wyciągając blachę z piekarnika, wtedy już przeklinałam na wszystkich świętych w zastępach (widzę teraz jak w nieboskłonach kręcą głową patrząc na moje zachowanie). Włosy po umyciu za cholerę nie chciały mi się ułożyć. Kręcę, prostuję, wałkuję i nic nie wychodzi. Każde kolejne pasmo stoi w cztery strony świata. I jak tu wyjść z domu do ludzi ? Jak pudel ? Zniechęciłam się, strzeliłam typowo kobiecym fochem, związałam luźnego koka, mąż zrobił mi kawę (cobym się znowu nie poparzyła) i zasiadłam nad książką. Długo nie posiedziałam, bo zaczęła mnie boleć głowa. Migrena? Tylko tego mi brakowało. Do wszystkich diabłów! Książka poszła na półkę. Co zrobić ? Zaszyć się w niedźwiedzią skórę, nie wychodzić z niej przez cały dzień i nie patrzeć na skąpe, zimowe światło słoneczne ? 

Jak walczyć ze złym dniem vel zimową chandrą gdy najgorsze przekleństwa już nie pomagają?

* telefon - to najprostszy sposób, chwytasz go w dłoń, szukasz przyjaciela, który wysłucha Twojego biadolenia bez najmniejszej urazy, poradzi coś, wprawi w dobry nastrój. Humor powinien się poprawić gdy ponarzekasz ;)

* spacer/bieg - wybierz się na spacer, dotlenisz mózg, pooddychasz świeżym powietrzem (szczególnie w moim krakowskim smogu), zrelaksujesz się, przewietrzysz głowę, poprawisz krążenie i bonusowo spalisz nieco kalorii. Jeszcze lepszy wybór to bieganie, cała złość mija jak ręką odjął - uwierzcie mi, wiem co mówię - nawet największe nerwy odpływają po bieganiu.

* książka/film + kawa + koc - niezbyt porywająca i absorbująca, lekka książka lub dobry film, kawa w ulubionym kubku (w moim przypadku w filiżance, lubię poczuć się jak "paniusia" z dobrego angielskiego domu w XIX wieku, jak twierdzi mój mąż i dziwi się, bo wg. niego normalni ludzie w XXI wieku piją kawę w kubkach) oraz ciepły koc - to wszystko powinno pomóc ci się zrelaksować i ochłonąć. Jak nastał już wieczór dobra będzie też lampka wina, bądź grzaniec o tej porze roku, wprost idealny, mniam!

* muzyka - włącz swoją ulubioną płytę, zamknij oczy i odpłyń. 

* przytulasy - przytul się do kogoś. Do męża, chłopaka, kota, psa, do jakiejkolwiek żywej istoty. Zobaczysz, od razu procent wkurzenia na cały świat spadnie o kilka punktów.

* joga/medytacja - wystarczy wpisać to magiczne słowo jak yoga w wyszukiwarkę YouTube i wyciszyć się podczas ćwiczeń oddychających. Twoje widzenie na świat poprawi się i nie będziesz chciał "mordować" każdej napotkanej osoby z Twojego otoczenia.

Głowa do góry! Jutro nowy dzień, oby był lepszy od tego :)

A Wy, jakie macie sposoby na zimową chandrę?

We have to live through the bad days to get to the good ones. Hang in there...they are coming. (www.facebook.com/joyofmom):

Monica
Źródło ostatniego obrazu: https://www.pinterest.com/
Zdjęcie w nagłówku jest moja własnością.
Watercolor flower: http://www.foxandhazel.com/



Melancholicnotes by Monika. Obsługiwane przez usługę Blogger.
Moje słowa i moje zdjęcia. Nie kopiuj. Zapytaj o zgodę.